Aktualności - 29 Lipiec 2019

Ryszard Terlecki

"Przed wyborami czeka nas rozwiązanie jeszcze kilku zagadek. Które partie zbiorą potrzebne podpisy i zarejestrują własne komitety wyborcze? Czy będą trzy bloki opozycyjne, czy więcej?" Zapraszam Państwa do lektury mojego felietonu dla Tygodnia Nowohuckiego "Głos" 👇👇👇 "Lewica razem i osobno" Lewica została wykiwana przez Schetynę, który woli iść sam do wyborów i zachować funkcję przewodniczącego, niż użerać się z koalicjantami i własnymi działaczami o miejsca na liście. W tej sytuacji SLD musiało schować swoje ambicje i dogadać się z partiami Razem i Wiosną. Wprawdzie na razie dogadali się co do wspólnego frontu, ale teraz muszą porozumieć się co do miejsc na listach: kto ile dostanie „jedynek”, „dwójek” itd. To porozumienie nie będzie łatwe, bo SLD musi wystawić swoich zasłużonych działaczy, weteranów PZPR i SB, co Biedroniowi i działaczom z Razem wcale nie jest na rękę. Jedni i drudzy przedstawiali się jako nowa, „młoda” lewica, która odcina się od starej postkomuny. Z drugiej strony Czarzastemu i liderom SLD wcale nie pasuje obyczajowa rewolucja, którą proponuje Biedroń. Nienawiść do Kościoła to za mało na wspólny program i pozyskanie starszych wyborców, którym nie koniecznie podoba się promocja rozmaitych dewiacji. Lewica zapowiada walkę o przekroczenie ośmioprocentowego progu wyborczego (taki obowiązuje koalicje, poszczególne partie muszą pokonać próg pięcioprocentowy), ale według dzisiejszych sondaży wydaje się to bardzo trudne. Tym bardziej, że lewicowe partie-kanapy, które nie zostały zaproszone przez SLD, zapowiadają utworzenie drugiego bloku lewicy, pod nazwą Zjednoczona Lewica. Trafią tam resztówki Ruchu Palikota, dziś pod nazwą Twój Ruch, Unia Pracy, jakieś niedobitki po Unii Wolności i tym podobne partyjki, które jednak mają swoje ambicje i też chciałyby mieć kandydatów na tzw. biorących miejscach na liście, czego SLD im nie gwarantuje. Trzeba też brać pod uwagę, że część zdezorientowanych wyborców lewicy zagłosuje na największą partię opozycyjną, czyli Platformę, w przekonaniu, że szkoda marnować głosy na tych, których potem w sejmie i tak nie będzie. Tym bardziej, że Platforma dokonuje gwałtownego skrętu na lewo, licząc na pozyskanie dotychczasowych zwolenników partii lewicowych. Przywódcy SLD i ich koalicjantów twierdzą, że żadnego programu nie potrzebują, wystarczy gdy będą wystarczająco agresywnie atakować Prawo i Sprawiedliwość. Czy to wystarczy, żeby przekonać wyborców? Z pewnością są tacy, którzy nic więcej nie potrzebują i którym żal za utraconymi przywilejami oraz przyzwoleniem na przekręty, przesłania realny osąd rzeczywistości. Po podobnych wyborców sięga jednak także Platforma, mająca większe możliwości oddziaływania. O tym, kto ostatecznie zbierze większość sfrustrowanych wyborców, przesądzą opozycyjne media: TVN, „Gazeta Wyborcza”, „Newsweek” i dziesiątki innych telewizji, stacji radiowych, gazet i portali internetowych. Czy porzucą słabnącą Platformę i zainwestują w lewicę, czy pozostaną wierne Schetynie i sierotom po Petru – to się dopiero okaże. Przed wyborami czeka nas rozwiązanie jeszcze kilku zagadek. Które partie zbiorą potrzebne podpisy i zarejestrują własne komitety wyborcze? Czy będą trzy bloki opozycyjne, czy więcej? Co zrobi Kukiz i czy przyklei się do PSL? Czy na lewicy będzie jeden blok SLD-Razem-Wiosna, czy też może powstanie jeszcze konkurencyjna lewica? Czy Platforma przeciągnie część działaczy SLD i umieści ich na swoich listach? Czy doświadczenie z wyborów europejskich, gdy znani działacze SLD uzyskali mandaty dzięki Schetynie, nie okaże się pokusą i tym razem? Musimy uzbroić się w cierpliwość, bo odpowiedzi na większość tych pytań poznamy dopiero za kilka tygodni. Ryszard Terlecki