Aktualności - 27 Luty 2019

Aleksandra Dziedzic

"Wszyscy razem? Cała totalna opozycja? Gdzie zamierzają wyjechać po latach politycznych trudów? Do Parlamentu Europejskiego. Czy taka koalicja jest możliwa i dlaczego do niej doszło? Opozycja rozpaczliwie szuka sposobu na zwycięstwo, a przynajmniej na remis w wyborach europejskich 26 maja. W tym celu powołano najdziwniejszą wyborczą koalicję na świecie." Prosto z Krakowa. Specjalnie dla Tygodnik Nowohucki "Głos" i Państwa, mój nowy felieton! ???? ???????????? W tym celu powołano najdziwniejszą wyborczą koalicję na świecie. Wszyscy na jednej liście: liberałowie, komuniści, agenci, nawet jeden kabareciarz. Poglądy bez znaczenia, przeszłość się nie liczy, programu żadnego, wstydu i godności także. Wszyscy razem, byle tylko przyczynić się do obalenia rządu, byle jeszcze trochę ogrzać się przy kominku władzy, byle na powrót uruchomić strumień pieniędzy. A przy okazji zapewnić sobie immunitety i to na całe pięć lat. Polska? Co to jest Polska? Przecież pieniądze nie mają narodowości. Platforma połknęła Nowoczesną, teraz liczy na konsumpcję niedobitków SLD. PSL czeka w kolejce, bo chce wytargować dobrą cenę. Czy warto sprzedać partię za jeden mandat do Europarlamentu? Widocznie warto. Inni nawet tego nie dostaną. Zieloni, jakieś lewicowe kanapy, partie kobiet, emeryci Służby Bezpieczeństwa, uliczni krzykacze, wszystko w jednym worku. Podobno z wdową po Adamowiczu na liście wyborczej w Gdańsku. Do tego przyłączą się prezydenci: Wałęsa bez skazy, magister Kwaśniewski, Komorowski od lania deską. A na końcu król Europy, na białym koniu, w japońskim kimonie i peruwiańskiej czapeczce. Można żartować bez końca. Można bezlitośnie kpić ze Schetyny, który zabrał mandaty prominentom Platformy i rozdał je obcym. Ile uzbierają razem? Mniej czy więcej? Czy warto było donosić na Polskę w Europie, skoro teraz wygodne fotele zajmą uczestnicy koalicji strachu? Platforma stawia wszystko na jedną kartę, na sukces w majowych wyborach, bo wie, że w jesiennych, do polskiego parlamentu, będzie bez szans. Wie także dobrze, że jeżeli Biedroń nie przyłączy się wiosną, to jesienią pójdzie z własną listą, połknie parę procent i przesądzi o okrutnej porażce Schetyny. Można też płakać nad Jerzym Buzkiem, niegdyś premierem rządu Akcji Wyborczej Solidarność. Dziś staje z opuszczoną głową obok Millera i Cimoszewicza – oto przykład jak można zrujnować swoje miejsce w historii. Bo po Kopaczowej i Sikorskim, nie mówiąc już o Marcinkiewiczu, niczego innego spodziewać się nie można. Koalicja strachu pociesza się sondażem, w którym zbliża się do wyniku Prawa i Sprawiedliwości. Ale nie wystarczy dostać niewiele mniej mandatów do Europarlamentu, trzeba jeszcze utrzymać ten egzotyczny sojusz do wyborów parlamentarnych. A z tym będzie trudniej, bo o ile koalicjanci nie pokłócą się jeszcze przed majem, to z pewnością nie wszyscy będą zadowoleni z wyników. Jedni poczują się wystrychnięci na dudka, drudzy uznają, że ciężko pracowali nie na swój sukces, jeszcze inni, zadowoleni z wyniku powiedzą: a teraz wypchajcie się, idziemy sami. Schetyna ma trudne zadanie, bo najmniej zadowoleni będą posłowie i działacze Platformy. Tym bardziej, gdy następnie przegrają jesienne wybory do Sejmu i Senatu. Koalicje mają sens, gdy stawiają przed sobą ważny cel, np. obniżenie podatków, podniesienie wynagrodzeń, zwiększenie emerytur. Gdy jedynym celem jest obsadzenie europejskich foteli i zapewnienie sobie wysokich dochodów, to trudno będzie pozyskać zaufanie wyborców. Ryszard Terlecki