Aktualności - 26 Marzec 2019

Aleksandra Dziedzic

"Tymczasem wśród liderów opozycji trwa kłótnia o to, na ile w kampanii wyborczej eksponować zamiar przeprowadzenia rewolucji obyczajowej. Jedni domagają się pójścia na całość i ogłoszenia, że związki partnerskie będą wstępem do uznania małżeństw homoseksualistów, a następnie do udzielenia im zgody na adoptowanie dzieci." Prosto z Krakowa, głos z Nowej Huty. Specjalnie dla Tygodnika Nowohuckiego "Głos", specjalnie dla Państwa mój nowy felieton. Opozycja uderza w dzieci Ostatni tydzień w politycznych sporach nie przyniósł żadnych rewelacji. W opozycji nadal trwają personalne przepychanki, a listy kandydatów do Europarlamentu wyglądają coraz zabawniej. Schetyna usiłuje zbudować listę, w której nie liczą się poglądy i programy, a jedynym celem jest uzyskanie lepszego wyniku niż Prawo i Sprawiedliwość. Co będzie później, nie ma większego znaczenia: wygrana w eurowyborach może wlać trochę optymizmu w zniechęcone szeregi opozycji. A to jest niezbędne, żeby myśleć nie tyle o zwycięstwie w wyborach do Sejmu, ale przynajmniej o w miarę przyzwoitym wyniku. A taki wynik to przedostanie się na Wiejską ważniejszych posłów Platformy oraz zachowanie ich diet, a przede wszystkim poselskich immunitetów. Tymczasem wśród liderów opozycji trwa kłótnia o to, na ile w kampanii wyborczej eksponować zamiar przeprowadzenia rewolucji obyczajowej. Jedni domagają się pójścia na całość i ogłoszenia, że związki partnerskie będą wstępem do uznania małżeństw homoseksualistów, a następnie do udzielenia im zgody na adoptowanie dzieci. Inni nieco hamują zapędy radykałów i zalecają ukrycie lewackiej ideologii pod bardziej umiarkowanymi hasłami. Z tym sporem zbiega się pomysł wprowadzania już teraz do szkół zaleceń światowego lobby na rzecz upowszechniania wszelkiego rodzaju patologii, byle tylko zniszczyć tradycyjne społeczeństwo, zlikwidować rodzinę, zakazać kultywowania religii, a narody zastąpić wielokulturową mieszanką, zajętą wyłącznie zaspokajaniem swoich przyjemności. Ważnym krokiem w tym kierunku ma być seksualizacja dzieci, już od najmłodszych lat, aby pozbawić je wszelkich zasad i przyzwyczaić do korzystania z rozmaitych uciech bez żadnej odpowiedzialności. Takie lekcje usiłują wprowadzić do szkół władze Warszawy, a podobno Kraków też przymierza się do promocji tzw. LGBT. W powietrzu wisi też groźba strajku w szkołach, organizowanego przez władze ZNP, które za wszelką cenę usiłują wesprzeć polityczną opozycję, wciągając w to nauczycieli, kosztem uczniów i rodziców. Związkowi aparatczycy grożą bezterminową przerwą w nauce dzieci i młodzieży, wstrzymaniem klasyfikacji i egzaminów, uniemożliwieniem uczniom promocji do wyższych klas, a najstarszym zablokowaniem drogi na studia. Niestety, w wyścigu o to, kto głośniej protestuje, bierze też udział nauczycielska Solidarność, przekreślając piękną tradycję tego związku. W czasach rządów Platformy i PSL związkowe centrale zadowalały się swoimi dobrze płatnymi etatami i nie ośmielały się nawet pisnąć w sprawie nauczycielskich pensji. Teraz wolałyby, aby zamiast wypłacać 500 plus na dzieci i emerytalne trzynastki, podnieść wynagrodzenia nauczycielom. To prawda, że ich zarobki są wciąż za niskie, ale za Platformy i PSL były o wiele niższe, a związkowcy strajkami nie grozili. Można się obawiać, że radykalne hasła wiążą się z walką o związkowe posady, a kto głośniej krzyczy, ten ma większą szansę na bezpieczny związkowy etat. Kampania wyborcza dopiero rusza, ale zakończy się jesienią po parlamentarnych wyborach. Koalicja strachu przed przegraną pozwala przekreślić wszystkie równice i budować listę, która przyniesie wiele niespodzianek. Ktoś kto zagłosuje np. na działacza PSL czy Platformy, może się po ogłoszeniu wyniku wyborów dowiedzieć, że jego głos zdecydował o zwycięstwie kandydata SLD czy Nowoczesnej. Czy rzeczywiście dla wyborców opozycji nie ma to żadnej różnicy? Ryszard Terlecki