Aktualności - 15 Lipiec 2019

Ryszard Terlecki

"Jeżeli partie opozycji pójdą osobno, będzie to dramatyczna porażka Schetyny. Nie po to oddał SLD cztery mandaty europosłów, a PSL – trzy, żeby teraz zostać samemu, bez koalicjantów i osiągnąć wynik poniżej 20 procent. Rozczarowani działacze Platformy mu tego nie wybaczą". Zapraszam Państwa do przeczytania mojego felietonu dla Tygodnia Nowohuckiego "Głos" 👇👇👇 "Sto dni do wyborów" Platforma podobno rusza w Polskę, chociaż jak na razie tylko z kilku miejscowości nadeszły informacje o pojawieniu się grupek działaczy, często w towarzystwie posłów, którzy usiłowali na ulicach zaczepiać przechodniów i namawiać ich na głosowanie na… Właśnie, na co? Nadal nie wiadomo kto i z kim będzie reprezentował opozycję w najbliższych wyborach. Trudno się dziwić, że najczęstszą odpowiedzią na próby ulicznej agitacji Platformy, jest pytanie: a jaki wy macie program? Na to pytanie wędrujący po ulicach działacze nie potrafią odpowiedzieć. Czy będzie to pospiesznie wymyślony program Platformy, czy bardziej lewicowej Nowoczesnej, czy może całkiem lewackiej Inicjatywy Polskiej – czyli partyjek, które już zostały lub wkrótce zostaną połknięte przez Platformę? A może będzie to program SLD, które przestępuje z nogi na nogę, żeby dzięki Platformie znaleźć się w Sejmie. A może Biedronia, który coraz poważniej myśli o koalicji z liberałami? Czas mija, do wyborów już mniej niż sto dni, a Platforma wciąż nie wie, na czym stoi. Trudno się dziwić, że w tej sytuacji nie ma czasu myśleć o programie. W czasie, gdy w ostatni weekend niemal dziesięć tysięcy osób wzięło udział w trzydniowej konwencji programowej Prawa i Sprawiedliwości w Katowicach, a w 16 sesjach i ponad 70 dyskusjach panelowych występowało ponad 500 osób, Platforma nawet nie wie, czy ma przygotowywać swoich działaczy na bardziej lewicowy, czy bardziej liberalny program. Schetyna kurczowo trzyma się pomysłu szerokiej koalicji, co oznacza zgodę na ideologię spod znaku „parad równości” i LGBT, a przy tym zażartą walkę z Kościołem. Do takiej koalicji nie przystąpi PSL, które też nie jest pewne czy samodzielnie prześlizgnie się ponad 5-procentowym progiem wyborczym, ale którego wyborcy nie wybaczą sojuszu z wrogami Kościoła. PSL usiłuje więc zwabić do wspólnego startu kilku sfrustrowanych posłów i działaczy Platformy, a także ugrupowanie Kukiza, o którym nie bardzo wiadomo, czy jeszcze istnieje. Co Platforma zyska na sojuszu z radykalną, wściekle ateistyczną lewicą? Można przewidywać, że to samo co zyskała niegdysiejsza Unia Wolności (kto jeszcze pamięta taką partię?), która po dogadaniu się z działaczami starej komuny, przekształciła się w Partię Demokratyczną i wkrótce zniknęła ze sceny politycznej. Platforma uparcie idzie na lewo i pewnie skończy tak samo. W jej miejsce powstanie kolejna partia, wspierana przez „Wyborczą” i TVN, prezentująca się jako „nowość” na scenie politycznej. Jest jednak jasne, że nie nastąpi to przed najbliższymi wyborami, bo na to jest już za mało czasu. Tak więc jest bardzo prawdopodobne, że partie parlamentarnej opozycji pójdą do wyborów osobno (nie dotyczy to Nowoczesnej, której już nie ma). Przegrane wybory będą oznaczać rozpad Platformy i jej stopniowy zanik, a także schyłek PSL i Kukiza, które najprawdopodobniej nie pokonają progu wyborczego. Jeżeli partie opozycji pójdą osobno, będzie to dramatyczna porażka Schetyny. Nie po to oddał SLD cztery mandaty europosłów, a PSL – trzy, żeby teraz zostać samemu, bez koalicjantów i osiągnąć wynik poniżej 20 procent. Rozczarowani działacze Platformy mu tego nie wybaczą. Tak jak PSL nie daruje Kosiniakowi-Kamyszowi porażki poniżej progu wyborczego. Dlatego obaj walczą raczej o utrzymanie przywództwa w swoich partiach, niż o dobry wynik w wyborach parlamentarnych. Bo o zwycięstwie już dawno przestali marzyć. Ryszard Terlecki