Aktualności - 10 Czerwiec 2019

Aleksandra Dziedzic

"W jesiennych wyborach PSL nie będzie już siłą, którą ktokolwiek brałby pod uwagę, a Platformie będzie zależało wyłącznie na tym, aby zwolennicy Kosiniaka-Kamysza zasilili ich komitet wyborczy. To ostatecznie zakończy historię partii, która nie umiała się oderwać od swojego komunistycznego rodowodu i zawsze wolała sojusz z SLD niż z prawicą". Zachęcam Państwa do zapoznania się z moim najnowszym felietonem dla Tygodnika Nowohuckiego "Głos". 👇👇👇 "Co nam zostało z PSL?" Ostatnio można odnieść wrażenie, że wszyscy użalają się nad losem PSL i troszczą o jego przyszłość. Tymczasem ta partia sama zasłużyła sobie na to, co ją spotkało. A zwłaszcza jej kierownictwo, z Kosiniakiem-Kamyszem na czele. Łaszenie się do Schetyny i Lubnauer, występowanie na wiecach i pochodach totalnej opozycji, obok takich figur jak Kijowski, agresywne popisy w Sejmie i licytowanie się na demagogię z Platformą, udział w kabaretowych spektaklach Tuska i jego pomocnika, obrażającego Kościół – to wszystko sprawiło, że wyborcy odwrócili się od Stronnictwa. Wprawdzie trzech prominentnych działaczy PSL dostało się do Parlamentu Europejskiego z list Platformy i jej przystawek, ale cena, jaką przyszło za to zapłacić tym, którzy zostają w kraju, jest bardzo wysoka. Teraz skaczą sobie do gardeł i szukają winnych. Dla Schetyny najważniejszym celem kampanii do europarlamentu było pokonanie Biedronia. Dlatego Platforma, nie oglądając się na część swoich wyborców, zrobiła gwałtowny skręt w lewo. Jest też inny powód. Trzaskowski, prezydent Warszawy, jest wymieniany jako poważny konkurent Schetyny do funkcji szefa PO. Jego ukłony w stronę środowisk homoseksualnych i zwolenników antyrodzinnej i antykościelnej rewolucji, zmusiły Schetynę do rywalizacji także na tym polu. Ostatecznie kosztowało to Platformę ponad dziesięć mandatów europosłów, oddanych emerytom komuny, PSL-owi i medialnym celebrytom, a także przegraną wyborów w skali, jakiej nikt nie przewidywał. Prawo i Sprawiedliwość wygrało najtrudniejsze dla siebie wybory i zwiększyło liczbę wyborców nawet w stosunku do wyborów krajowych, co jest osiągnięciem wydawało się wręcz niemożliwym. Pogrom jaki spotkał Koalicję Europejską (czyli praktycznie Platformę) z pewnością zaważy na jesiennych wyborach do Sejmu i Senatu. Tym bardziej, że Koalicja już się rozpadła. PSL postanowiło pójść samodzielnie do wyborów. Kosiniak-Kamysz nie ma wielkiego wyboru. Pójdą z koalicją to dostaną parę mandatów, ale z pewnością za mało, aby utworzyć własny klub parlamentarny. Będą przystawką dla Platformy, ale ostatecznie stracą resztki wiejskiego elektoratu. Pójdą sami, to ryzykują nieprzekroczenie progu wyborczego i polityczną śmierć. Tak źle i tak niedobrze. Historia partii, która z wasala komunistów usiłowała przefarbować się na spadkobierców Witosa i Mikołajczyka, ostatecznie dobiega końca. Głosy oddane na PSL będą zmarnowane, tak jak głosy na Kukiza czy Lewicę Razem. Inni, tacy jak składanka Konfederacji, już się nie liczą. Może Biedroń uzbiera jeszcze trochę głosów powyżej pięciu procent, ale ponieważ nie może liczyć na więcej, zapewne przyklei się do Platformy. Skończy jak Palikot i nikt nie będzie go żałować. PSL marzy, że może przygarnie ich Tusk, który zapowiada wyborczą listę samorządowców, ale gwiazda Tuska wyraźnie zgasła i prezydenci czy burmistrzowie, którzy zaryzykowaliby swoją władzę w miastach dla fantazji byłego premiera, musieliby okazać się dziecięco naiwni. W jesiennych wyborach PSL nie będzie już siłą, którą ktokolwiek brałby pod uwagę, a Platformie będzie zależało wyłącznie na tym, aby zwolennicy Kosiniaka-Kamysza zasilili ich komitet wyborczy. To ostatecznie zakończy historię partii, która nie umiała się oderwać od swojego komunistycznego rodowodu i zawsze wolała sojusz z SLD niż z prawicą. Problem w tym, że dziś SLD praktycznie już nie istnieje. Ryszard Terlecki